Camino III


Nowy wpis / środa, Maj 22nd, 2019

„MIŁOŚĆ W RODZINIE BRAMĄ DO NIEBA”

Wiara Nadzieja MIŁOŚĆ i Radość                                                                         

                                                                              Link do pobrania ze zdjęciami

                                                                              Link do pobrania ze zdjęciami cd.

Mamy za sobą kolejną wędrówkę, która okazała się czasem trudu, przemyśleń i nauki, a zakończyła się radością i pełną wielu cudów w nas samych jak i też w rodzinach.
Nie było łatwo w tym roku, ponieważ warunki pogodowe nie były stabilne i pełne gorącego słońca… Chwilami przenikający chłód, czasami wiatr, a nawet kilka kropel deszczu dotykało nas z różną intensywnością.
Jednak tak jak w codzienności, stawaliśmy co rano do tej sytuacji z uśmiechem, wsłuchując się w to, co chce nam powiedzieć Pan Bóg i Jego wysłannicy głoszący Dobrą Nowinę. 
Jak co roku gośćmi specjalnymi były Siostry ze Zgromadzenia Córek Miłości Miłosiernej z Madrytu. Wędrówka była niespodzianką, ponieważ wraz z Siostrami przylecieli również Bracia ze Zgromadzenia. Brat Pablo i Brat Ian. Hiszpanie, którzy przygotowują się do posługi kapłańskiej. Nauczania prowadziły Siostra Catalina, Consuela oraz Siostra Margarita z Meksyku.
Wędrówka trwała 4 dni. Rozpoczęła się 1 maja w Kościele św. Bartłomieja w Rogowie pod przewodnictwem ks. Jacka Gołębiowskiego – egzorcysty, który przyjechał z Parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika z Dąbrowy k/Mławy. Na koniec pięknej Mszy św. otrzymaliśmy błogosławieństwo naszego Ks. Proboszcza Marka Zacieskiego z Rogowa. I ruszyliśmy w drogę…
Pierwszy etap obejmował ponad 20 km i był to chyba najtrudniejszy odcinek wędrówki. My i nasze 4 Osiołki musieliśmy wpaść w rytm w pokonywaniu trudności i swoich słabości oraz braku kondycji 🙂 Podczas drogi mogliśmy wejść duchowo w rekolekcje, ponieważ Siostry i Bracia służyli nam nauczaniami. Każdy dzień dotyczył wiary, nadziei, miłości i na koniec radości.

Nauczania były urozmaicone na przykład barwną piniatą, która nawiązywała do tematu ”Grzechu”. Po rozbiciu piniaty mogliśmy nazbierać sobie cukierków, które wysypały się z barwnej kuli. Miało to nam zobrazować, że po rozbiciu naszych grzechów możemy skosztować jak Dobry jest Pan. Przez trzy dni nosiliśmy metalowe obrączki na szyi. Był to też wymiar duchowy. Obrączka była zawieszona na szarym, szorstkim sznurku, który nam przeszkadzał i kuł w szyje. Ta dynamika zmuszała do refleksji, że nasze grzechy też mogą nam przeszkadzać i dobrze je oddać Panu Jezusowi w Sakramencie Pokuty. Na nabożeństwie uwolnienia i uzdrowienia ks. Paweł Sobecki z Parafii św. Trójcy z Rypina poprzez modlitwę, pomógł nam zdjąć ten ciężar grzechów i zamienić na cudowny medalik, który mogliśmy zawiesić ponownie na naszych szyjach.

W naszej pamięci zapadł obraz drewnianych Krzyży, zrobionych przez mężczyzn.
Krzyże były obrazem naszych słabości, ciężarów oraz wyrazem pokuty w drodze Szlakiem św. Jakuba. Towarzyszyły nam, aż do końca do momentu, kiedy zakończyliśmy wędrówkę mszą św. nad jeziorem Józefowo.
Podczas Camino mieliśmy możliwość uwielbiać Pana Jezusa. W Kościele św. Mikołaja w Radominie przeżywaliśmy „Wieczór Uwielbienia” wraz z zespołem „Osiołki Jezusa” oraz muzycznym wsparciem Sióstr i Braci z Madrytu i Siostrą Ewą ze Zgromadzenia Dobrego Pasterza. Pod przewodnictwem ks. Pawła Sobeckiego mogliśmy radośnie śpiewać i uwielbiać Pana Jezusa oraz dotknąć Jego płaszcza, by prosić o łaski dla siebie i dla całej rodziny. Był to czas wzruszeń, radości i umocnienia na dalsze dni wędrówki .

Wszystkie dni Camino III były bogactwem słów, wydarzeń oraz ludzi.
Mieliśmy zaszczyt gościć również Panią Ewę Nowodworską. Psycholog, psychoterapeutka, teolog, która na co dzień pracuje w Poradni Cyrenejczyk w Toruniu. Pani Ewa wspierała nas w drodze rozmową i wiedzą z zakresu psychologii.

Camino III zakończyliśmy nad Jeziorem JÓZEFOWO w pięknej okolicy lasów i przepięknej natury. Ks. Paweł Sobecki podczas Mszy św. podsumował nasze 4 etapy wzrastania w wierze, nadziei i miłości, jako Dar na kolejne miesiące, które mają sprawić, że w naszych rodzinach będzie się odradzać codziennie na nowo miłość do Pana Boga i miłość w rodzinie.

I tego Wam kochani Jakubowi Przyjaciele życzę z całego serca.

Buen Camino!!!

Bardzo dziękujemy wszystkim osobom ,które nas wspierały duchowo w Camino III oraz pomagały podczas wędrówki.

Dziękujemy !

Zgromadzeniu Córek i Braci Miłości Miłosiernej z Madrytu
Siostrom ze Zgromadzenia Dobrego Pasterza z Żołędowa k/Bydgoszczy
Ks.Proboszczowi Markowi Zacieskiemu z Rogowa
Ks.Mariuszowi Raczkowskiemu z Rogowa
Ks.Jackowi Gołębiowskiemu z Dąbrowy
Ks.Pawłowi Sobieckiemu z Rypina
Ks.Andrzejowi Krasińskiemu z Rypina
Ks.Krzysztofowi Wiśniewskiemu z Nowogrodu
Ks.Leszkowi Błaszczak z Płonnego
Ks.Markowi Siwickiemu TChr
Ks.Jackowi Brakowskiemu SDB
Ks.Andrzejowi Majewskiemu z Radomina
Ks.Stanisławowi Zagórowicz-Ruże

Dziękujemy!
Dyrektorom Szkół w Zbójnie, Radominie, Nowogrodzie oraz wszystkim osobom, które pomagały nam w zakwaterowaniu i w wyżywieniu Pielgrzymów Camino III.

Dziękujemy również naszym fotografom: Jacek Melerski, Radosław Stachurski 🙂 

Świadectwa:

Pojechałam, zobaczyłam i …przeżyłam… jakże inną pielgrzymkę od tych, które znam. Od wielu bowiem lat lubię brać udział w różnego rodzaju pielgrzymkach, nie jest więc mi obcy pewien specyficzny klimat i nastrój towarzyszący wspólnym wyprawom do choćby np:. Częstochowy, Rokitna czy Sulistrowiczek. Camino III było pewnego rodzaju zagadką, bo i daleko, i do miejsc tajemniczo brzmiących, i z osobami znanymi tylko ze słyszenia…
Propozycję Kasi przyjęłam jednak jako wezwanie do służby i ruszyłam ze Świdnicy na pielgrzymkowy szlak.
4 przeżyte wspólnie dni pokazały, że Camino III posiada nie tylko intrygującą nazwę, ale nade wszystko posiada Boży plan na każdego uczestnika.
Droga, tak własnie droga- dla każdego inna- bez wspólnych śpiewów, wspólnej modlitwy- droga, podczas której samemu warto znaleźć czas na bycie sam na Sam z Bogiem, ale też i z innym człowiekiem. Droga, która tak jak nasze życie- pokazuje ułomności ludzkiej natury, ale także siłę i moc wspólnoty, jaką jest Kościół…Droga uzdrawiająca, łącząca i zbliżająca, bo choć nie znam szczegółowej trasy, wiem, komu zaufałem, bo choć nie mam jedzenia na drogę- ktoś zadbał nawet i o ciasto i owoce.
Wszystko jest więc łaską na tej drodze, a co najważniejsze- sama DROGA jest też łaską!
A osły- pomocnicy Pana doprowadzający nas do zaufania…
szły w pokorze, choć czasem w mądrym uporze
i uczyły, że liczy się każdy- nawet najmniejszy krok…

Kończąc- dziękuję wszystkim za wszystko! I do spotkania na polskim i …być może- hiszpańskim szlaku…na wszystko przyjdzie czas!
Małgorzata Kowalska 🙂


Jestem, bo żyję a żyję, bo wierzę.
Jak to jest widzieć na nowo? Słyszeć na nowo? Czuć na nowo?
To „nowe” to wszystko. Wszystko, by móc żyć.
Nasze Camino to jeden z owoców ogromnej łaski jaka doznała nasza rodzina.
Cierpienia – bo od nich zaczniemy…. Są ogromną łaską.
Doznaliśmy wielkiego bólu, nasze serca popękały, ogrom łez, rozpacz. Nasz nowonarodzony synek żył na tym świecie niespełna 2 godziny.
Jednak….
Łaska była ciąża, łaską była jego wada, łaska był mój poród i to że z nami był.
Umarł na naszych rękach oddając swój ostatni z tak niewielu oddechów na tej ziemi.
Bolało. Boli, bo tęsknimy.
Irek był nam potrzebny.
Jego śmierć to nasze życie.
Jesteśmy wdzięczni Panu Naszemu za dar łaski, jaką nas obdarował.
Wędrówka była wspaniałym czasem. Potrzebujemy siebie nawzajem, potrzebujemy świadectw, potrzebujemy wspólnoty – by wzrastać, by być. By być bardziej.
I takie właśnie jest Camino – to być bardziej.
Bardziej z ludźmi, bardziej z własnymi wartościami, bardziej z własnym cierpieniem i w końcu, najważniejsze bardziej z Nim. Z Jezusem Chrystusem Naszym Panem i Zbawicielem.

Żaneta i Kamil, rodzice Antosi i Irka, który jest już u Ojca Naszego.


NIECH BĘDZIE POCHWALONY JEZUS CHRYSTUS

Czas wędrówki był dla mnie czasem błogosławionym. Pozwolił mi wydobyć z siebie część ewangelicznej Marii. Zatrzymać się i spędzić czas u stóp Jezusa wsłuchując się w Jego głos, doświadczyć Jego bliskości, miłości i przytulenia.

Niesamowita była i jest nadal dla mnie jedność między ludźmi. Od pierwszych chwil można było poczuć się jak w Rodzinie mimo, że z wieloma ludźmi wcześniej się nie znałam. Wiara, nadzieja, miłość i radość osób, które były na wędrówce są dla mnie budujące. Każdy z nas oprócz plecaka, w którym nieśliśmy najpotrzebniejsze rzeczy niósł na plecach bagaż swoich trosk, które w pewien sposób zostały zdejmowane, przez osoby z którymi rozmawialiśmy. Ta wędrówka pokazuje jak bardzo człowiek człowiekowi jest potrzebny w codziennym życiu, wbrew temu co krzyczy świat. Pokazuje ile dobrego może zdziałać w naszym życiu świadectwo wiary innych osób, zwykły uśmiech, pomocna dłoń czy choćby krótka rozmowa.

Bóg zapłać Gabrysi, Leszkowi i wszystkim osobom, które tworzą tą piękną Fundację. Które wkładają wiele serca, pracy i czasu, żeby przyciągać do Jezusa te owieczki, które się zagubiły, ale i te, które są przy Panu i potrzebują wsparcia.

Dziękuję wszystkim Wędrowcom za ten razem spędzony błogosławiony czas 🙂 .

Niech Wam wszystkim Pan Bóg błogosławi.

Dobrze, że jesteście 🙂 .

Marta Górecka


Szczęść Boże, Witam wszystkich

Chciałabym podzielić się z Wami moim świadectwem z wędrówki którą odbyłam razem z Fundacja Domem św. Jakuba w czerwcu 2018 r. 

Zacznę od tego że moje życie było daleko od Wiary i Boga nawet mogę stwierdzić że bardzo daleko. Moja wiara polegała tylko na uczestniczeniu we Mszy św. tylko jak były jakieś uroczystości .  Od młodości szukałam mocnych wrażeń pewnie trochę dlatego też że tato mój miał problem z alkoholem mama próbowała ratować go więc musiała dużo czasu poświęcić na walkę z nałogiem, babcia była skupiona na siostrze, wiec ja chcąc zwróć na siebie uwagę broiłam ile się da: bójki, brak nauki lekkie narkotyki  i na koniec próba samobójcza aż w końcu ciąża w bardzo młodym wieku (która bardzo mnie zmieniła myślę że to był już znak od Boga wtedy gdyby nie ta ciążą nic pewnie by mnie nie zatrzymało w moim dążeniu do samodestrukcji ) musiały to być ciężkim przeżyciem dla mich bliskich za co z całego serca chciałam ich jeszcze raz przeprosić. Gdy zaczęło się już wszystko się układać  wyszłam za mąż, demony zaczęły bardziej do mnie docierać obojętnie czy miałam więcej problemów, czy pseudo pewności siebie bo budowałam ją na spojrzeniach  mężczyzn,  czułam się wolna i wyzwolona  bardziej szłam w stronę  grzechu wtedy nawet nie czułam że to jest grzech, wmówiłam sobie że to jest przecież moja wolność. Gdy okazało się że mój syn ma autyzm a córka stawała się taką samą jak ja zbuntowaną nastolatką moje grzechy stały się moim uzależnieniem.  Trafiłam do Fundacji ponieważ moja córka też zaczęła mieć problem z narkotykami i nie wiedziałam już sensu w moim pogubionym  życiu. Poszłam na wędrówkę z myślą że uwolnię  się trochę od problemów i zregeneruję. Dzień przed wędrówką wymyśliłam sobie sprzątanie całego domu łącznie z garażem tylko po to żeby zaspać … i jednak nie jechać tak coś o mnie walczyło 

I to był totalny przewrót  w moim życiu …

Pierwszego dnia było bardzo miło non stop rozmowy dużo słuchałam i obserwowałam wszystkich to było moje pierwsze mocne zetkniecie się z wiarą  myślami byłam jeszcze w domu  martwiłam się czy sobie dadzą radę beze mnie i narastały we mnie lęki co będzie jak wrócę mimo że nie robiłam nic złego miałam wyrzuty że zostawiłam rodzinę , dodam że wcześniej nigdy nie miałam wyrzutów  sumienie nawet grzesząc.

      Drugiego dnia już zaczęło we mnie coś pękać zaczęła panować nade mną beznadziejność moja jak patrzyłam na szczęście innych jak przystępują do Komunii św. pojawiła się myśl o spowiedzi ale myślałam że to mi minie ponieważ nigdy nie spowiadałam się tak naprawdę tylko od święta i to bez przygotowania zresztą moje spowiedzi można by policzyć na palcach dwóch rąk, ale to było tak silne, przypominały mi się wszystkie złe rzeczy które zrobiłam życiu ludzi których skrzywdziłam  zaczęłam pękać coraz bardziej i czym bardziej myślałam o spowiedzi tym bardziej mnie dręczyły moje myśli że nie zasługuje na to że jestem złym człowiekiem ogólnie wtedy myślałam że jestem najgorszym człowiekiem na świecie i nie zasługuje na wybaczenie, wstyd rozpacz chciałam uciekać schować się w krzakach z pomocą Gabrysi umówiłam się na spowiedź, pamiętam jak ksiądz Marek kazał mi się przygotować i zrobić rachunek sumienia aż wstyd się przyznać ja nawet nie wiedziałam co to jest rachunek sumienia.

            Trzeciego dnia zaraz po porannej Mszy św. nastąpiła moją trudna spowiedź z całego życia ciężko mi opisać jak wtedy czułam się to było coś pięknego czułam się naprawdę wolna jakby ktoś odczepił kajdany które miałam przez ponad połowę mojego życia wyciągnął mnie z bagna w którym byłam. Na wieczornej Mszy o uwolnienie non stop płakałam, szlochałam i poczułam pierwszy raz spokój którego nie znałam nigdy wcześniej tak jakby wypełnienie pustki w moim sercu wiem że to  było dotkniecie Jezusa .

            Czwartego dnia obudziłam się już inna, to był przewrót o 180 stopni inaczej patrzyłam na innych inaczej słuchałam tak jakby ktoś poprawił mój wzrok szczególnie wiedziałam to gdy patrzyłam na mężczyzn nie było już we mnie tego pożądania, widziałam już głębiej człowieka. Już nie bałam się powrotu do domu mimo iż moi domownicy którzy przyjechali po mnie byli bardzo wściekli ale już nie czułam lęku i nie miałam wyrzutów sumienia bo Jezus był przy mnie  i tak odmienił  moje życie i zmienia je ciągle ….

            Teraz wiem że Jezus jest przy mnie zakochałam się w Bogu modlitwa i rozmowa z Bogiem jest teraz dla mnie bardzo ważna zaczęłam rozumieć sens Mszy św. i przeżywać ją oraz starać się iść z Bogiem przez życie .Widzę w ludziach dobro kocham mocniej moją rodzinę , rodziców siostry staram się cieszyć każdym dniem i nieść dobro dalej.

Ewa Pilarska