Camino Frances – fotorelacja


Nowy wpis / piątek, Październik 12th, 2018

Fotorelacja Camino Frances

Gdy naszedł dzień 7 września 2018 roku i znalazłam się na lotnisku Warszawa – Modlin jeszcze nie mogłam uwierzyć, że dzieje się to naprawdę. Wyruszam kolejny raz w drogę Szlakiem św. Jakuba.
Jednak tym razem przygoda i podróż duchowa dotyczyła trasy Camino Frances 🙂

Camino francuskie to najbardziej znana z dróg do grobu Świętego Jakuba w Santiago de Compostella. Jak wskazują przewodniki, do przejścia jest około 800 kilometrów. Nikt nigdy nie liczy ile ich jest dokładnie. Szczególnie, gdy na przykład zgubi się drogę – wtedy kilometrów przybywa. Jednak camino to nie matematyka, i nie o ilość kilometrów chodzi.
My wyruszyliśmy 8 września z Santo Domingo de la Calzada . Mijaliśmy m.in. San Juan de Ortega, Burgos , Hontaras a następnie Mansilla de la Mulas,aż doszliśmy do upragnionego Leon.
Pierwszy nocleg był dla nas zaskoczeniem, ponieważ zetknęliśmy się z tematem kur….
Kury to dość charakterystyczne zwierzęta na trasie francuskiej. Nie chodzi jedynie o to, że plączą się pod nogami pielgrzymów i zostawiają „pamiątki” na drodze, w które nieopatrzny wędrowiec może wdepnąć i mieć później mały kłopot. Dodatkowe informacje o drobiu na camino to na przykład katedra w Santo Domingo de la Calzada, gdzie na pamiątkę cudu, trzymane są do dziś w klatce nad boczną nawą dwa żywe okazy- kura i kogut. Legenda mówi, że pewien chłopiec został niesłusznie oskarżony o kradzież i stracony. Jego rodzice płacząc pod szubienicą dziecka usłyszeli, jak zmarły mówi do nich, że św. Dominik (patron miasta) przywróci mu życie. Rodzice poszli z tą informacją do sędziego, ale ten nie chciał uwierzyć. Powiedział im, że ich syn jest tak samo żywy jak kura i kogut, które leżą właśnie na jego talerzu. W tej samej chwili, gdy sędzia wypowiadał te słowa oba ptaki ożyły. Na pamiątkę tego wydarzenia, dziś w katedrze trzymane są kogut i kura, w klatce pod sufitem.
Z tą legendą w pamięci wyruszyliśmy w pierwszą trasę..

Praktycznie każdy dzień w drodze był jednakowo ciężki. Zależy to oczywiście od tego, ile kilometrów zamierza się przejść. Nasza średnia to około 28-30 km dziennie. Czasami trzeba było iść dłużej, czasem można nieco odsapnąć. Jeden z najlepiej zapamiętanych momentów to dzień kiedy wyznaczyliśmy sobie 35 km. Czułam każdy mięsień, nie wspominając o kilku dużych odciskach i kamykach, które wywoływały słabość w żołądku.

No cóż, ale nad nami czuwał Pan Bóg i dodawał sił nadprzyrodzonych. Nasza czwórka: ks. Marek, Łukasz, Małgosia oraz „Matka „ od Jakubów 🙂 codziennie pokonywała wiele kilometrów z radością, dobrym humorem oraz samotnością, gdzie był czas na modlitwę w ciszy, zastanowienie się nad życiem i tym co przeszłe i przyszłe. Każdego dnia przeżywaliśmy Mszę św. i mogliśmy oddawać intencje powierzone nam przez rodziny i przyjaciół.
Muszę zaznaczyć, że ciężar plecaka 10 kg „zwiększał się „ czasami w wyobraźni do 20 kg, ponieważ ilość przebytych kilometrów sprawiała, że niebo stykało się z ziemią i człowiek miał odczucie, że z każdym krokiem maleje 🙂 Ktoś kto wymyślił kijki do chodzenia powinien dostać nagrodę,ponieważ to one pomagały pokonać taką różnorodną chwilami bardzo ciężką drogę i dawały dodatkowe siły.

Atrakcją i szczęściem dla każdego Pielgrzyma są schroniska tzw. albergue, które przyjmują wędrowców. Tam można przespać się i zjeść dobry, ciepły posiłek oraz posłuchać różnorodnego śpiewu słowików 🙂 czyli zespołowe chrapanie na trzy głosy:))) Obowiązkowo trzeba zawsze zabrać korki do uszu.

Dotarliśmy po 270 km Leon, które leży na północy Hiszpanii, w regionie Kastylia w prowincji o tej samej nazwie znajduje się to piękne miasto. Miasto położone jest nad rzeką Bernesga, będącą w dorzeczu Duero.
A w w nim gotycka przepiękna Katedra.
I tutaj kończy się nasza podróż….przedostatni etap drogi do Grobu św. Jakuba w Santiago Compostela. Dalszy ciąg szlaku, mam nadzieję ukończyć za rok:)